środa, 29 lipca 2015

Capitulo 8

Dajesz mi wolność bycia, kim jestem 
I kim chcę być 
Jeśli nie mogę tego zrozumieć, naucz mnie
Violetta - Junto a ti


 W pomieszczeniu, panował niczym niezakłócony, spokój. Na środku łóżka, okrytego niebieskim kocem, siedziała szatynka. W dłoniach trzymała swoją ulubioną powieść. Brązowe tęczówki pochłaniały tekst, z niesamowitą prędkością. Violetta znajdowała się poza, otaczającą rzeczywistością. Była w świecie swoich ulubionych bohaterów. Chociaż chciała każdemu udowodnić, że jest twarda, to w środku wciąż pozostawała, wrażliwą dziewczyną. Kobietą, która kiedyś chciałaby, znaleźć prawdziwą miłość. Nie wiedziała ile już razy, czytała „Dumę i uprzedzenie”. Nie była do końca pewna, co spowodowało, tak silne przywiązanie do tej książki. Może to postać Elizabeth, tak bardzo ją intrygowała? Nie była taka jak wszystkie kobiety, których największym problemem, było wybranie sukni czy znalezienie mężczyzny, który zapewni dostatnie życie. Miała własne zdanie i nie bała się mówić, o tym co myśli. Czekała na prawdziwą miłość. Gdy w jej życiu pojawił się pan Darcy,  nikt nie przypuszczał, że tą dwójkę połączy kiedyś miłość. Wzajemna niechęć, przeistoczyła się w piękne uczucie. Violetta pytała samej siebie, dlaczego przed oczami, widziała akurat Leona. Zawsze nie szczędziła mu uwag. Czy to możliwe, że kiedyś będą przyjaciółmi? Właściwie, to nie chciała o nim myśleć, ale serce uparcie wołało jego imię. Nie mogła uciszyć tego głosu, ale musiała się starać, aby nie narazić go na zranienie. Było jeszcze za wcześnie, żeby zaufała Verdasowi. Nie potrafiła dostrzec, jego prawdziwych zamiarów. Zastanawiała się, czy gdyby miał jej numer, wydzwaniałby do niej tak jak Diego? Nie widziała, żadnego z nich, już od tygodnia. Hiszpan, wciąż męczył ją telefonami. Może to i dobrze, że dostała szlaban za ostatni wyskok. Miała wymówkę, aby się z nim nie spotykać. Musiała mieć trochę czasu, żeby wszystko przemyśleć. Jednak najśmieszniejsze jest to, że została uziemiona. Ma już dziewiętnaście lat, a Angie wciąż chce mieć nad nią kontrolę. Zawsze mogła, po prostu uciec. Ale mimo tego co się działo, nie mogła zostawić matki.
Odłożyła książkę, zrezygnowana. Wiedziała, że już nie będzie mogła, poświęcić jej całej swojej uwagi. Wstała i podeszła do okna. Pogoda chyba podzielała, ponury nastrój. Krople deszczu, kreśliły swoją wędrówkę, po szkle. Lubiła deszcz, co niektórym ludziom może wydać się śmieszne. Gdyby wyszła teraz na zewnątrz, bez problemu mogła pozwolić łzom, aby pojawiły się na policzkach. Wymieszane z deszczem, byłyby nie dostrzegalne.
Podskoczyła przestraszona, kiedy w pokoju rozległo się stukanie do drzwi.
- Mamo… Mówiłam ci, że masz dać mi spokój! – Krzyknęła, będąc pewną, że to znowu rodzicielka, która chciała nakłonić ją do jedzenia. Problem w tym, że nie potrafiła nic przełknąć. Dręczyły ją myśli, dotyczące ostatniego zdarzenia na torze. Do tego jeszcze dochodziła sprawa Leona i Diego. Ogarniały ją uczucia, wręcz depresyjne.
- Violu, to ja, Francesca.
Do uszu szatynki, dobiegł ciepły głos, który w tej chwili był dla niej, jak wybawienie. Szybko podbiegła do drzwi i wpuściła przyjaciółkę, do swojego królestwa, w którym ostatnio nie chciała nikogo gościć. Zamknęła za nią drewnianą konstrukcje, a po chwili była już w uścisku Włoszki. Powstrzymywała łzy, które tak bardzo chciały, wydostać się z oczu.
- Kochana, co się ostatnio z tobą dzieje? Słyszałam od Diego co się stało, ale widziałam, że coś jeszcze przede mną zataił – stwierdziła, będąc pewna swoich podejrzeń. Dziewczyna delikatnie odsunęła się od koleżanki i zaprowadziła ją do łóżka, aby mogły usiąść i porozmawiać.
Violetta opowiedziała wszystko, starając się o niczym nie zapomnieć. Wspomniała o spotkaniu Leona, prowadzeniu samochodu, powrocie do domu i kłótni pomiędzy chłopakami. Miała do Włoszki, bezgraniczne zaufanie. Dzięki niej, miała się komu wyżalić. Rozmowa zawsze sprawia, że człowiek czuje się odrobinę lepiej. Dobra rada przyjaciółki, czyniła cuda. Szatynka zawsze była wdzięczna, że tak dużo czasu jej poświęca.
- Franuś. Może teraz porozmawiamy o tobie. – oznajmiła. Argentynka czuła się źle z myślą, że za dużo czasu spędzają na rozmowie, o niej. Ona wiecznie miała jakieś smutki. Nie chciała, aby przez to, że tak łatwo się załamuje, przyjaciółka czuła się zaniedbana. To co się działo w życiu Fran, było równie ważne.
- O mnie? – Zdziwiła się. Francesca. Swoje życie uważała, za spokojne i niezbyt bogate w zmartwienia. Miała pozytywne nastawienie. Nie musiała zmagać się z tym, co Violetta. Przyjaciółka potrzebowała wsparcia, bardziej niż ona. – Chyba nie ma o czym mówić – machnęła ręką, nie chcąc rozpoczynać rozmowy o sobie.
- O nie. Nie próbuj odwracać, kota ogonem. Masz mi tutaj zaraz, opowiedzieć o wszystkim – powiedziała, starając się, żeby ton głosu brzmiał wesoło.
- Co? Violuś, nie kota, ale psa. To się mówi, nie odwracaj psa ogonem.
- Poważnie? – Przyjrzała się Włoszce, jednak nie dostrzegła oznak, że dziewczyna sobie żartuje. Nie mogła się powstrzymać, zaczęła cicho chichotać. Przy Francesce nawet w deszcz, świeci słońce.
- Ej! Ale o co ci chodzi? Co cię tak rozbawiło? Też chce się pośmiać. – szturchnęła lekko swoją towarzyszkę. Jednak tamta, nadal chichotała jak opętana.
- Nic, nic – wydusiła, nie mogąc się uspokoić. - Śmieje się z własnej głupoty. Nie przejmuj się. Lepiej mi powiedz, co tam u ciebie? – zapytała. Naprawdę była ciekawa, co działo się w egzystencji przyjaciółki. Czasami zapominała, jak cudownych ludzi ma przy sobie. Francesca, często była zajęta pracą w kawiarni, ale dla niej zawsze znajdywała czas. Castillo uważała, że nigdy nie spłaci długu wdzięczności, za to co robi dla niej kruczoczarna.
- Właściwie to… - urwała i wlepiła wzrok w swoje paznokcie. – Jest taki chłopak, znaczy… To tylko klient, który zaczął odwiedzać kawiarnie, codziennie rano. Zawsze zamawia to samo, kawę latte macchiato. Uwierzysz, że to także mój ulubiony napój, bez którego nie wyobrażam sobie, rozpoczęcia dnia?
- Aaa! – pisnęła. Dostrzegała, jak jej przyjaciółka rozmarzyła się, gdy wspominała o tym, tajemniczym kliencie. Była pewna, że spodobał się Włoszce. – Jest przystojny, prawda? – uśmiechnęła się szeroko, ciesząc się jak głupia.
- Co? – spytała zdziwiona, odrywając się od rozmyślań. – Violetta, jak kawa może być, przystojna? – uciekała wzrokiem, aby ukryć, że dobrze wiedziała, o co chodzi Argentynce.
- Fran, dobrze cię znam. Nie próbuj zmieniać tematu. Wiesz, że chodziło mi o tego chłopaka, od kawy. Nie pomyślałaś, że przychodzi codziennie bo mu się spodobałaś?
- Teraz mi nie odpuścisz, prawda? – zaśmiała się. Włoszka znała szatynkę i zdawała sobie sprawę z tego, że nie. Zawsze drążyła temat, kiedy ktoś jej się spodobał. Może była ciekawa bo żyła w przekonaniu, że żaden chłopiec nigdy się nią nie interesował? Nawet nie wiedziała jak bardzo się myliła. Ale, gdy ciemnowłosa przekonywała ją, że jest inaczej. Violetta zawsze zaprzeczała i mocno stała, przy swoim zdaniu.
- Oczywiście, że nie – uśmiechnęła się triumfalnie.
- Tak, spodobał mi się – zarumieniła się. – Ale nie mam żadnej pewności, że ja spodobałam się jemu. Wymieniliśmy może kilka zdań. Wiem tylko, że ma na imię Federico i pochodzi z Włoch. Dasz wiarę? Jest Włochem! – krzyknęła, entuzjastycznie.
- Nie uważasz, że przedstawienie się coś znaczy? Daje mu jeszcze parę dni i będzie randka, jak nic – poruszyła zabawnie brwiami. Miała nadzieje, że się nie myli. Pragnęła, aby Francesca była szczęśliwa.
- Gdyby jednak mnie nie zaprosił, myślisz, że mogłabym zrobić to ja?
- Pewnie, że tak. W dzisiejszym świecie kobiety, powinny być niezależne. Jednak myślę, że raczej nie będzie, takiej potrzeby – poklepała przyjaciółkę po ramieniu, aby zapewnić ją, że nie potrzebnie się martwi.
- Dziękuje – przytuliła szatynkę. – Co powiesz na kawę i ciastko? Coś takiego wprawi nas w jeszcze lepszy nastrój.
- Obawiam się, że mama mnie nie puści – westchnęła. Była uziemiona, a nie miała ochoty na kolejne kłótnie. Przynajmniej ten tydzień przebiegał, spokojnie. Siedziała samotnie w pokoju i nie musiała o nic się sprzeczać.
- Poradzę sobie, kochana – mrugnęła do brązowookiej. – Jakoś udało mi się ominąć przeszkodę, zwaną twoją mamą. Wpuściła mnie, bez problemu. Mój urok osobisty, wystarczy – zaśmiała się. Ujęła Violette pod ramię i razem ruszyły na dół. Miała już w głowie, dokładnie ułożoną mowę.



 Francesca wiedziała, co mówi. Miała niesamowity dar, przekonywania innych ludzi. Angie, nie robiąc większych problemów, zgodziła się, aby córka wyszła wraz z przyjaciółką. Razem udały się do kawiarni, w której pracowała Włoszka. Liczyły na jakąś zniżkę, z racji tego, że często w niej przesiadywały. Zajęły swoje ulubione miejsce, które mieściło się przy oknie. Dzięki temu, miały doskonały widok na miasto. Lubiły obserwować ludzi, których twarze wyrażały, mnóstwo uczuć. Zamówiły swoje ulubione przysmaki. Delektowały się smakiem, świeżej kawy oraz wyśmienitych wypieków. Czas spędzały w miłej atmosferze, co róż śmiejąc się, z byle powodu. Jedyne co zakłócało ich wspólnie spędzany czas, były telefony Diego. Nalegał, aby szatynka, spotkała się z nim. Twierdził, że ma coś ważnego do przekazania. To mógł być blef, ale w końcu zgodziła się z nim zobaczyć. Był przyjacielem, od niepamiętnych czasów. Nie potrafiła, tak łatwo się od niego oddalić.
 Kiedy Violetta ponownie przeniosła swój wzrok na okno. Pośród ludzi kroczących po chodniku, dostrzegła przystojną twarz, która budziła w jej wnętrzu, wciąż różnorodne uczucia. Szatyn nie był sam. Towarzyszyła mu dziewczyna, która była bardzo ładna. Prychnęła w myślach. Przecież on nigdy, nie zwróciłby na nią uwagi, poza tym miał już wybrankę swojego serca. Argentynka miała ochotę walić głową o ścianę. Dlaczego reagowała w ten sposób? To przecież nie jej interes, z kim spotyka się Verdas. Czy on w ogóle ją obchodził? Oczywiście, że nie lecz sama już nie była pewna. Mieszał jej w głowie i teraz miała na to dowody. Widzenie oraz myślenie o nim, źle na nią wpływało. Musiała wziąć się w garść.
- Viooooluu. Ziemia do Violetty – dziewczyna machała ręką przed twarzą Violetty. Chciała oderwać ją, ze świata myśli. – Nie znęcaj się tak nad tym ciastem. Wydrążysz w nim, niedługo dziurę – zachichotała pod nosem.
- Kim jest ta dziewczyna? – wydusiła ze złością. Kiedy zorientowała się, że wypowiedziała to na głos, aż podskoczyła na krześle. Oderwała wzrok od okna i przeniosła go na zdziwioną, przyjaciółkę – Znaczy, chodziło mi o to, że skądś ją znam. Chyba mi się wydawało – spuściła głowę, aby uciec od wzroku Włoszki.
- Ty jesteś zazdrosna – klasnęła w dłonie i ukazała rząd swych, śnieżnobiałych zębów.
- Ale dobry żart, Fran. Wcale, nie jestem zazdrosna. Niby o kogo, miałabym być? – wzruszyła ramionami. – Wybacz, ale muszę cię zostawić. Już obiecałam Diego, że się z nim zobaczę – wstała na równe nogi i zabrała swoje rzeczy Chciała jak najszybciej uciec. Podeszła do uradowanej Włoszki, pocałowała ją w policzek i skierowała się do wyjścia.
- Podoba ci się!
Zdołała jeszcze usłyszeć, kiedy wychodziła na świeże powietrze.



 Violetta, próbowała skoncentrować, całą uwagę na przyjacielu. Nie przerywała jego słowotoku, który wydawał się nie mieć końca. Z jego ust wciąż padało słowo, przepraszam. Nie mogła być na niego zła. Był dla niej jak rodzina. Przeszło jej, już na początku ich rozmowy. Chociaż na razie. Nie można było nazwać tego, rozmową pomiędzy dwiema osobami. Hiszpan nie dawał dojść do słowa, szatynce. Miała nadzieje, że dowie się, dlaczego był tak zazdrosny, kiedy zobaczył ją z Leonem. Przysięgał, że będzie zupełnie szczery.
- Diego, Diego. Już się nie gniewam, lepiej powiedz mi, z jakiego powodu wynika, twoje dziwne zachowanie – spojrzała, uważnie na ciemnowłosego. – Chciałeś mnie bronić, ponieważ jestem dla ciebie jak siostra? Czy to coś innego?
- Jesteś pewna, że chcesz wiedzieć? Co jeżeli to popsuje naszą przyjaźń? – przełknął głośno ślinę. Był przejęty tym, że może stracić Violette, swoim wyznaniem.
- Diego, chcę wiedzieć. Powiedz mi, o co chodzi? – zmarszczyła brwi, zmartwiona. Obiecała sobie wcześniej, że cokolwiek to będzie, nie dopuści, żeby się od siebie oddalili.
- Violetta… - urwał. Podszedł bliżej dziewczyny i ujął jej drżącą ze zdenerwowania, dłoń w swoje ręce. – Nie umiałem się do tego przyznać, ale to co zatajam, rujnuje naszą przyjaźń. Zachowuje się okropnie, ale widok ciebie z Verdasem… - pokręcił głową i postanowił kontynuować. – Violu, podobasz mi się – wyznał w końcu.
- Diego. Jjja, jaa… - jąkała się. Tego właśnie się obawiała. Nie chciała ranić bliskiej osoby. Co powinna mu powiedzieć?
- Wiem, że to może się wydawać szalone. Nie umiem powiedzieć sercu, aby przestało domagać się ciebie. Może mogłabyś dać mi szansę? – spytał z nadzieją w głosie. Hiszpan stanął bliżej, zaskoczonej dziewczyny, która biła się z myślami.
Violetta, zaczynała rozumieć zamiary Diego. Nawet ślepy by zauważył. Wpatrywał się w usta dziewczyny, czekając na ruch z jej strony. Pragnął ją pocałować, ale to do niej należała decyzja, czy chce, żeby to zrobił. To byłby pierwszy całus Argentynki. Miałaby to już z głowy. Przeżyłaby go z osobą, na której jej zależało. Kochała Diego, ale to nie była miłość, którą darzy się ukochanego. Może za sprawą czasu, uległoby to zmianie? Hiszpan nigdy nie dopuściłby, żeby cierpiała. Mogła bez obaw mu zaufać. Czy czymś ryzykowała? Pokochanie go byłoby bezpieczne. Może rzeczywiście, zasługiwał na szansę? Bez dłuższego rozmyślania, położyła dłoń na jego policzku. Przyciągnęła go bliżej siebie i prawie niezauważalnie pokiwała głową, wyrażając zgodę na pocałunek. Stykali się nosami, a usta były coraz bliżej siebie. Nic nie wskazywało na to, że coś może im przerwać…


Sporo. Naprawdę dużo tego :D Sama się sobie dziwię, jeszcze wczoraj, opornie mi to szło. To za sprawą ostatnich wydarzeń, niektórzy mogą wiedzieć, o co mi chodzi :D Dziękuje za wsparcie. Miałam chwile zwątpienia, że ten blog będzie nadal istniał. Mam nadzieje, że was nie zanudziłam. Musiałam zakończyć jakimś dramatycznym momentem, bo rozdział wyszedł, taki średnio ciekawy. Laalaalla, tylko ja wiem czy dojdzie do pocałunku :*
Dziękuje za komentarze <3 Do następnego rozdziału :D
Całuje :*