Jest tysiąc marzeń kolorowych
Nie ma lepszych, ani gorszych
Violetta - Ser Mejor
Kilka lat później
Rozpierała ją pozytywna energia. Myśl, że po
kilkumiesięcznej rozłące zobaczy bliskich, wprawiała szatynkę w doskonały nastrój.
Najbardziej cieszył ją fakt, że zobaczy zielonookiego szatyna. Nigdy już nie
chciała, aby byli osobno przez tak długi czas. Rozmowy przy których widziała
go wyłącznie na ekranie laptopa, były niczym w porównaniu z możliwością
dotknięcia jego skóry czy składania na jego ustach czułych pocałunków. Nigdy
nie przypuszczała, że życie ofiaruje jej osobę, dzięki której będzie taka
szczęśliwa. Wszystkie problemy - duże czy małe - za sprawą jego obecności nie
wydawały się jej już takie straszne. Świadomość, że zawsze mogła liczyć na wsparcie
ukochanego dodawało sił, aby walczyć o szczęście.
Violetta poprawiła czarne okulary, które
spoczywały na nosie. Nie lubiła ściągać na siebie uwagi. Ostatnimi czasy,
ludzie aż za nadto, interesowali się panną Castillo. To ją trochę krępowało.
Jeszcze nie była przyzwyczajona do tego, że ludzie śledzili każdy jej krok. Ona
po prostu robiła, to co kochała.
Wyścigi przez ostatnie lata były dla niej najważniejsze. Przez to trochę zaniedbywała Leona, rodzinę oraz przyjaciół. Bliscy byli bardzo wyrozumiali, a w szczególności - Meksykanin. Zaskakiwało ją to, jak wiele jest w stanie dla niej zrobić. Czasem nachodziły ją myśli, że wcale nie zasługuje na miłość, którą darzył ją Verdas. Musiała coś zmienić, aby nie czuć, że marnuje jego czas. Teraz nadszedł moment, w którym on będzie stawiany na pierwszym miejscu. Osiągnęła już to, czego od zawsze pragnęła. Brała udział w zawodach, sławnych na skale światową. Była jedną z nielicznych kobiet, które konkurowały w wyścigach, z płcią przeciwną. Wygrywała i przegrywała. Zdobywała trofea, zyskała grono wiernych fanów, którzy śledzili jej karierę. Nie przypuszczała, że te marzenia, mogą się kiedyś ziścić. Wszystko wydawało się Violettcie, pięknym snem, z którego nie chciała kiedykolwiek się obudzić. Była z siebie dumna. Pomimo tylu przeciwności została kierowcą. To była pasja dziewczyny. Cel, który obrała sobie już jako dziecko. Teraz jednak pragnęła czegoś zupełnie innego od swojego istnienia.
Człowiek idąc przez życie, wciąż się zmienia. Dojrzewa, zmienia swój punkt widzenia na różne sprawy. Jego marzenia, także ulegają zmianie. W poszczególnych etapach ziemskiej wędrówki, nasze pragnienia oraz oczekiwania, przekształcają się. Violetta, dokładała wszelkich starań, aby każde marzenie urzeczywistniało się. Siedząc z założonymi rękami, nic nie zdziałamy. Nie należy z góry zakładać, że nam się nie uda. Jeżeli tylko chcemy, jesteśmy w stanie osiągnąć wszystko. Lista priorytetów Argentynki, uległa zmianie. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie na srebrny pierścionek, który spoczywał na serdecznym palcu. Bardzo chciała wreszcie wyjść za mąż. Oczywiście, za Leona Verdasa, do którego należało jej serce. Pragnęła stworzyć wraz z nim szczęśliwą rodzinę.
Wyścigi przez ostatnie lata były dla niej najważniejsze. Przez to trochę zaniedbywała Leona, rodzinę oraz przyjaciół. Bliscy byli bardzo wyrozumiali, a w szczególności - Meksykanin. Zaskakiwało ją to, jak wiele jest w stanie dla niej zrobić. Czasem nachodziły ją myśli, że wcale nie zasługuje na miłość, którą darzył ją Verdas. Musiała coś zmienić, aby nie czuć, że marnuje jego czas. Teraz nadszedł moment, w którym on będzie stawiany na pierwszym miejscu. Osiągnęła już to, czego od zawsze pragnęła. Brała udział w zawodach, sławnych na skale światową. Była jedną z nielicznych kobiet, które konkurowały w wyścigach, z płcią przeciwną. Wygrywała i przegrywała. Zdobywała trofea, zyskała grono wiernych fanów, którzy śledzili jej karierę. Nie przypuszczała, że te marzenia, mogą się kiedyś ziścić. Wszystko wydawało się Violettcie, pięknym snem, z którego nie chciała kiedykolwiek się obudzić. Była z siebie dumna. Pomimo tylu przeciwności została kierowcą. To była pasja dziewczyny. Cel, który obrała sobie już jako dziecko. Teraz jednak pragnęła czegoś zupełnie innego od swojego istnienia.
Człowiek idąc przez życie, wciąż się zmienia. Dojrzewa, zmienia swój punkt widzenia na różne sprawy. Jego marzenia, także ulegają zmianie. W poszczególnych etapach ziemskiej wędrówki, nasze pragnienia oraz oczekiwania, przekształcają się. Violetta, dokładała wszelkich starań, aby każde marzenie urzeczywistniało się. Siedząc z założonymi rękami, nic nie zdziałamy. Nie należy z góry zakładać, że nam się nie uda. Jeżeli tylko chcemy, jesteśmy w stanie osiągnąć wszystko. Lista priorytetów Argentynki, uległa zmianie. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie na srebrny pierścionek, który spoczywał na serdecznym palcu. Bardzo chciała wreszcie wyjść za mąż. Oczywiście, za Leona Verdasa, do którego należało jej serce. Pragnęła stworzyć wraz z nim szczęśliwą rodzinę.
Przerwała swoje rozmyślania i weszła do
przytulnej kawiarni. Od razu dostrzegła swoją przyjaciółkę przy ich ulubionym
stoliku. Z uśmiechem na ustach, podeszła do Włoszki.
- Pani już zamawiała? – spytała,
starając się, żeby ton głosu brzmiał trochę inaczej. Kiedy Francesca uniosła swój
wzrok i rozpoznała przyjaciółkę, poderwała się z miejsca, aby ją wyściskać.
Próbowała przytulić Castillo, lecz wyszło to trochę nieudolnie, za sprawą już
dość dużego brzucha przyszłej mamy. Violetta roześmiała się radośnie. By było
prościej, pocałowała swoją towarzyszkę w policzek. Obie usiadły naprzeciwko
siebie. Szatynka zdjęła okulary, mając nadzieje, że nikt w pomieszczeniu, nie
zwróci na nią większej uwagi.
- Żartujesz, kochana? Czekałam na
ciebie, chociaż czuje, że mogłabym zjeść świnie z kopytami. Muszę jeść za
trzech. Moje dwa kochane szkrabki, to głodomory – uśmiechnęła się szeroko i z
czułością pogłaskała swój brzuch.
- Świnie, Fran? – zachichotała, nie
mogąc się powstrzymać. Uwielbiała to jak Włoszka, przekręcała powiedzenia –
Federico się postarał. Dwa maluchy za jednym razem.
- Tak, a niby co? To świnki są
najbardziej upasionymi zwierzętami. Mój mężulek jest pracowity jak waszka,
szczególnie w nocy – przewróciła zabawnie oczami, powodując, że Violetta nie
mogła powstrzymać wybuchu śmiechu. Zaskoczona spojrzała na roześmianą
przyjaciółkę, po czym dołączyła do niej – Dd, doobra – wydusiła, próbując
opanować śmiech – Przejdźmy do poważnych spraw. Powiedz, że zostaniesz, aż
zobaczysz swojego chrześniaka. Jak ja sobie bez ciebie poradzę?
- Franuś, nie martw się o to.
Nigdzie się nie wybieram. Tym razem, zostaje. Moja kariera musiała się kiedyś,
zakończyć – wyznała. Szatynka nie chciała ponownie być z dala od bliskich. Pragnęła,
aby jej życie, chociaż trochę, przypomniało to przyjaciółki. Marzyła, by zostać
panią Verdas, a pewnego dnia także mamą.
- Żaaaaartujesz?! – krząknęła, tak
głośno, aż wszyscy zwrócili swój wzrok w kierunku, kruczoczarnej – Tak bardzo
się cieszę. Podskoczyłabym, ale wiesz, nie bardzo mam jak – bardzo cieszyła
się, że przyjaciółka będzie przy niej. Kiedy Violetta wyjeżdżała, strasznie za
nią tęskniła. Zresztą, nie ona jedyna.
- Mówię całkowicie szczerze –
oznajmiła – Mam nadzieje, że Leon się ucieszy. Nie pisnęłaś mu słówkiem, o moim
przyjeździe? – uniosła pytająco brwi. Zastanawiała się czy Francesca się nie
wygadała. Czasami Włoszce, ciężko było trzymać język za zębami. Ale wiedziała, że w takiej sprawie jej nie zawiedzie. Już nie mogła się doczekać, kiedy ujrzy ukochanego.
- Oczywiście, że nie. Chciałaś mu
zrobić niespodziankę? A więc będzie miał niespodziankę. Umówiliśmy się, że
będzie tutaj o siedemnastej. Mamy trochę czasu, żeby pogadać o babskich
sprawach, ale najpierw muszę zjeść porządny kawałek cista.
- Dziękuje. To na co masz ochotę? –
sięgnęła po kartę oferowanych wypieków i prześledziła ją wzrokiem. Nie powinna
obżerać się słodkościami lecz miała słabość do pysznych ciast. Ich smak
powodował, że przypominało jej się dzieciństwo. Czas spędzony w towarzystwie
rodziców, właśnie w tym miejscu.
- Wiesz, chętnie spróbowałabym
wszystkiego – jęknęła, kiedy patrzyła na zdjęcia przedstawiające smakołyki –
Tak w ogóle, masz pozdrowienia od Diego i Lary. Ostatnio udało mi się
porozmawiać z naszym amigo. Akurat byli we Francji. Próbowali ślimaków, fuj –
skrzywiła się, powstrzymując odruch wymiotny – Przepraszam cię na chwilę. Jakoś
tak... Niedobrze mi się zrobiło. Zaraz wracam – wstała od stolika, kierując się w
stronę toalety.
Violetta, odprowadziła koleżankę, wzrokiem.
Chyba nigdy nie zrozumie zmienności, kobiet w ciąży. Może, gdy kiedyś sama
będzie w ich sytuacji, spojrzy na to z innego punktu widzenia.
Pues
amor es lo que siento.
Eres todo para mi
-
Przecież
miłość jest tym co czuję
Jesteś wszystkim dla mnie
Violetta
- Nuestro camino
Z niecierpliwością oczekiwała przybycia,
ukochanego. Trochę niegrzeczne z jej strony było ciągłe spoglądanie na zegarek,
ale Francesce, to nie przeszkadzało. Rozumiała, że Violetta, stęskniła się za
Leonem. Ona niecierpliwiła się, kiedy Federico, zostawiał ją na kilka godzin.
- Violu – wskazała na osobę, która
właśnie weszła do lokalu. Nie musiała już nic więcej dodawać.
Szatynka, przywołała na ustach
szeroki uśmiech. Poderwała się tak szybko, że krzesło na którym siedziała,
upadło z hukiem na podłogę. Nie przejęła się tym zbytnio. Najważniejsze było to,
że zielone oczy Verdasa, skrzyżowały się z jej czekoladowymi tęczówkami. Podbiegła do Leona, trafiając prosto w jego
ciepłe ramiona. Meksykanin, początkowo był oszołomiony, nie dowierzał, że
trzyma ją w swoich objęciach. Gdy po chwili uświadomił sobie, że to nie sen,
jego ręce spoczęły na talii dziewczyny. Przyciągnął ją jak najbliżej było to
możliwe. Ujął twarz Violetty i odgarnął za ucho, niesforny kosmyk. Zatonął w tęczówkach dziewczyny, przypatrując im się z uwielbieniem. Nachylił się i złączył ich usta
w namiętnym pocałunku. Zacisnął dłonie na biodrach, szatynki. Tak jakby już
nigdy więcej nie zamierzał jej wypuścić.
- Kocham cię – szepnęła, na moment
odrywając się od jego kuszących warg.
- A ja kocham ciebie – uniósł kąciki
ust ku górze. Złożył jeszcze jeden, delikatny pocałunek na ustach, ukochanej.
Z trudem odsunęli się od siebie.
Violetta, chwyciła rękę chłopaka i splotła ich place razem. Spojrzeli na siebie
ukradkowo. Wrócili razem do stolika, przy którym, obok Francesci
siedział już Federico. Mieli jeszcze dużo czasu, żeby spędzić go w swoim
towarzystwie. Szatynka, już niedługo miała wyjawić, Meksykaninowi, swoje plany
dotyczące ich wspólnej przyszłości. Miała nadzieje, że będą razem już na
zawsze.
Było mnóstwo marzeń, które mogły się spełnić. Trzeba był tylko wierzyć, że jest to możliwe.
Było mnóstwo marzeń, które mogły się spełnić. Trzeba był tylko wierzyć, że jest to możliwe.
Czytałeś, ale nie komentowałeś? To idealny moment, żeby się ujawnić.
Wystarczy przecinek, kropka, cokolwiek :D
Witam was wszystkich <3
Tak o to, tym dość obszernym epilogiem, kończy się moje
opowiadanie. Ktoś jest zaskoczony? Miało być więcej rozdziałów, ale jak to w
moim przypadku bywa, nie wyszło. Były lepsze i gorsze chwile. Chociaż teraz
najczęściej zdarzają się te gorsze. Uważam, że nawet było to widać po jakości
rozdziałów. Nie trudno było czasem zauważyć, że pisane były bardziej na siłę,
niż z przyjemnością. Chciałam mieszać, komplikować i jeszcze bardziej utrudniać
życie bohaterom lecz mój czas tutaj, dobiega końca. Tak wgl. epilog miał mieć
depresyjny charakter. Jak widać powstrzymałam się, mam słabość do szczęśliwych
zakończeń. Pierwotny pomysł przedstawiał się następująco – Violka po wypadku, w
śpiączce i bez większych szans na wybudzenie. Sami ocenicie, które zakończenie
lepsze ;)
It's time to say goodbye
Coś się wypaliło.
Chęci zniknęły i nic już nie wychodzi przyzwoicie. Nie mam pojęcia czy jeszcze
coś się tutaj pojawi. Może jakiś shot czy miniaturka? Nie wykluczam tego, ale
jestem pewna, że nowego opowiadania, nie będzie. W dalekiej przyszłości? Tego
akurat nie potrafię przewidzieć. Chociaż nie wiem czy do tego czasu, ktoś
jeszcze tutaj będzie. Moja decyzja nie jest pochopna. Już od jakiś trzech
miesięcy rozmyślam nad tym. Na początku lipca doszłam do wniosku, że ten etap w
moim życiu, pewnego dnia będzie musiał się zakończyć. Odejście, nie jest wcale
łatwe, uwierzcie. Te dwa lata, które spędziłam na blogspocie. Czytając,
komentując czy później nawet pisząc, na pewno będą niezapomniane. Miałam okazje
przeczytać mnóstwo perełek, o moich ulubionych bohaterach z Violetty. Uczyłam
się tego jak lepiej pisać, być bardziej kreatywną i pomysłową. Co bardzo
przydało mi się na lekcjach języka polskiego :D Otrzymałam od was wiele
motywacji oraz ciepłych słów, które podbudowywały moją wiarę, we własne
możliwości. Poznałam fantastycznych ludzi, którzy również uwielbiają pisać :*
To wam w szczególności chciałabym podziękować. Moi kochani
czytelnicy :*
Za waszą obecność, motywacje, wsparcie, komentarze,
wyświetlenia, +1 i za to, co akurat teraz nie przychodzi mi do głowy :P
Szczególnie
chciałabym podziękować, dwóm skarbom, które miałam okazje poznać :
- Agata ♥ - Mój kochany, Romeito :* Osoba, bez której prawdopodobnie, nie
byłoby mnie już dawno, na tym blogu. Dokładnie pamiętam dzień, w którym
zyskałam pierwszą, prawdziwą czytelniczkę. To był czas, w którym myślałam, że
prowadzenie bloga nie ma sensu. Kochana, Twoje pojawienie się, zmieniło
wszystko. Zawsze będę wdzięczna losowi, że skierował Cię, akurat tutaj. Byłaś
wtedy, kiedy najbardziej potrzebowałam, wsparcia. Nie opuściłaś mnie, po jednym
komentarzu. Zostałaś i dzięki Tobie zyskałam, zastrzyk energii, na pisanie
dalszych rozdziałów. W tamtym momencie, nawet nie wyobrażałam sobie, że osiągnę
tak dużo. Nie marzyłam o tym, że pojawi się tutaj więcej, osób. Gdyby nie Ty,
chyba nigdy nie wróciłabym, do napisania kontynuacji, pierwszej historii.
Dziękuje :* Takie zwykłe i banalne słowo, nie wyrazi mojej wdzięczności. Cieszę
się, że mam przy sobie, tak wspaniałą czytelniczkę. Jestem również szczęśliwa,
że mogłam Cię poznać :* Nigdy nie zapomnę, o naszych długich rozmowach. Ja nie
wiem, jak udało Ci się znosić moje gadanie, o własnej beznadziejności? Nie
reagowałaś złością, wręcz przeciwnie, miałaś do mnie dużo, cierpliwości. Wciąż
powtarzałaś, żebym w siebie uwierzyła. Agaciu, dziękuje Ci za wszystkie rozmowy
♥ Za te poważne i te zabawne, kiedy czasem nie mogłam powstrzymać, śmiechu :D Za
to, że po prostu przy mnie byłaś ♥ Oczywiście mogłabym bardziej się rozpisać,
ale już i tak za długie, to wszystko. Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś
porozmawiamy :* Te quiero.
- Kasia ♥ - W Twoim przypadku, chyba też nigdy nie zrozumiem, jakim cudem
teraz tutaj jesteś :* Właściwie, to jak to się stało, że zjawiłaś się na moim
blogu? Ale czy to ważne? Chyba nie. To był zaszczyt, że taka utalentowana
osóbka, w ogóle chciała czytać moje wypocinki. Ofiarowałaś mi tyle pięknych
komentarzy. Nie raz dzięki nim, doprowadzałaś mnie do wzruszenia. Dziękuje
kochana ♥ Za nasze rozmowy przy których czas, nie wiadomo, kiedy płynie. Za
Twoje wsparcie, w chwilach zwątpienia. Za znoszenie moich humorów i paplaniny,
bez sensu xD Za to, że byłaś, jesteś i mam nadzieje, będziesz ♥ Ale czy słowo,
dziękuje jest wystarczające? Chyba nigdy nie będzie. Jesteś wspaniałą
przyjaciółką, na którą zawsze mogę liczyć. Moje szczęście, że udało nam się
poznać, nie opiszą słowa. Pierwszy raz spotkałam osobę, z którą mam tyle
wspólnego. Mam nadzieje, że nasz kontakt się nie urwie, siostro :* Te quiero.
Z całego serca dziękuje również, tym, którzy się tutaj
pojawili :
- Kerry ♥
- Maggie ♥
- Lea Vázquez ♥
- Rosee ♥
- Teddy ♥
- Sydney ♥
- Caroline M ♥
- Gall Anonim ♥
- Blake ♥
- Julson ♥
- Crazy D ♥
- Patty ♥
- Blueberry
Bubblegum ♥
- Victoria ♥
- Werkaaa Blanco ♥
- Silaaa a ♥
- Madzia Vilovers ♥
- marcela wesley ♥
- Chloe ♥
- Hana ♥
- Królik Królik ♥
- Kylie ♥
- Olivie ♥
- Mellon Mell ♥
- Nikola Stoessel ♥
- LilDevil ♥
- Keira ♥
- Blake Blake ♥
- Leah ♥
- Honey ♥
- Setka Jorgistas ♥
- Lili ferro ♥
- Bella ♥
- Heaven ♥
- Madinne ♥
- Rosie ♥
- Beauty ♥
- JuLiett HS ♥
- A. ♥
- Podziękowania
dla wszystkich czytelników oraz obserwatorów ♥
Za bardzo się rozpisałam, wybaczcie.
Przesyłam buziaki i pozdrowienia <3
Trzymajcie się,
Rachel ;*
Muszę być tutaj pierwsza.
OdpowiedzUsuńNie wyobrażam sobie innej opcji.
Cześć Anusia.
UsuńNaprawdę nie mam pojęcia, co mam tutaj napisać, a przecież coś powinnam. Przeraża mnie myśl, że prawdopodobnie jest to ostatnia moja wypowiedź w tym spaniałym miejscu. Nie masz nawet pojęcia jaką mam teraz pustkę w głowie, ach. Na razie słowa się ukryły, nie chcą wyjść - dziwne, jak zabawa w chowanego. Ale spokojnie, jestem pewna, że za chwilę dostanę przypływu jakieś tam mocy, by jednak coś tutaj napisać. Przecież nie wypadałoby inaczej. Nie mogłabym tak bardzo cię zawieść.
Nie ukrywam – źle mi z tym, że postanowiłaś zakończyć swoją historię.
Ale szanuję decyzję, którą podjęłaś. Doskonale przecież wiedziałam, że rozważasz tę decyzję już od jakiegoś czasu. Niemniej jednak nie potrafiłam tego do siebie przyjąć, to okropne. Wiesz, jak bardzo nie chcę, żebyś przestała dzielić się z nami swoimi fenomenalnymi dziełami, aczkolwiek jakoś muszę się z tym pogodzić. Jestem już teraz przed faktem dokonanym i muszę zaakceptować twój wybór. To tylko i wyłącznie twoja decyzja, kochana. Doskonale wiem, co teraz na ciebie czeka. I pamiętaj, masz się niczego nie bać i iść podbijać świat z podniesioną głową i szerokim uśmiechem. Jeszcze troszkę, a wreszcie umówimy się na jakąś dobrą kawkę czy herbatkę. Damy radę. ♥
Nie ma, nie było i nigdy nie będzie na bloggerze drugiej takiej cudownej osoby jak ty.
Jesteś najlepsza. Kocham cię tak bardzo mocno, już zawsze tak będzie.
Twoje odejście to ogromna strata dla bloggera.
Aj, byłam głupia, bo myślałam, że te całe fioletowe historie będą trwały wieczność. Doskonale wiem, jak ciężko jest to wszystko pogodzić. Sama już nie wiem, ile czasu zajmuje mi napisanie czegokolwiek na własnego bloga, to naprawdę ciężkie. Niemniej jednak piszę w każdej wolnej chwili, gdy odczuwam jakiś przypływ weny. Staram się tworzyć i poprawiać sama siebie, udoskonalać się. Wiem, że jeszcze trochę tutaj pobędę.
Mam do ciebie ogromną prośbę Aniu.
Proszę cię, nie usuwaj tego bloga, oddaj nam go w swoje ręce. Jestem pewna, że masa ludzie z wielką przyjemnością oraz ochotą będzie powracać do twoich dzieł. Piszesz tak pięknie, że nie jeden raz spędzałam noce z twoimi pracami. Jestem pewna, że niedługo sama to sobie wszystko wydrukuję i pięknie zapakuję. Będę mogła sięgnąć tylko na półkę po coś twojego za nim opublikujesz coś sama. Ach, już to widzę, jak będę mieć przyjaciółkę, jako znaną autorkę światowych bestsellerów. I uwierz mi, tak właśnie będzie. A jak nie, to i tak będę miała wspaniałą przyjaciółkę. Taką jedyną, na całe życie. ♥
Przykro mi, smutno. Nie wiem, naprawdę nie wiem, dlaczego jest mi tak źle.
Nagle jedno z lepszych opowiadań się skończyło. Nie wiem, co pisać, serio.
Mam wielką nadzieję, że kiedyś jeszcze wrócisz do pisania, może nie tutaj ani nie o Violettcie, ale wrócisz.
Bo chyba to kochasz, prawda?
Twoja historia była wspaniała. Pełna pozytywnych emocji, zabawna i wzruszająca. Taka, jakie najbardziej uwielbiam.
Cały czas pokazywała nam, jak cudownie jest mieć przyjaciół, którzy pomagają znieść najtrudniejsze chwile.
Śmierć taty dla Violetty był okropnym i olbrzymim ciosem. Dziewczyna załamała się doszczętnie. Nie miała już obok siebie osoby, która tak bardzo ją kochała i odwzajemniała jej pasje. Po jego śmierci szatynce wydawało się, że nie da się normalnie funkcjonować na tym świecie. Jednak da, wszytko jest możliwe, nie można tracić nadziei i trzeba zawsze wierzyć w lepsze jutro. Niepewność, co przyniesie przyszłość jest przecież zawsze, ale zawsze musi też być gotowość do stawiania jej czoła. Właśnie to powinno nam uzmysłowić, jak ważna jest w życiu każda, nawet na najmniej istotna chwila.
Znakomicie wykreowałaś postać Violi. Było totalnie inna od tej prawdziwej. I to się chwali, bo zmiana i ucieczka od postaci, która jest, jaka jest, może przysporzyć niesamowicie wiele dylematów.
UsuńDziewczyna kochała wyścigi, dość niespotykana pasja u płci pięknej, ale za to jak bardzo intrygująca. Niestety po śmierć jej taty wszystko się zmieniło. Jej życie kompletnie wywróciło się do góry nogami. Niepewność, bezradność, bezsilność to najgorsze uczucia, które mogą nam towarzyszyć. Niemniej jednak jej historia potoczyła się tak, że wreszcie znalazła szczęście, swoją drugą połówkę, no i w końcu bez żadnych wahań zasiadła za kierownicę i zaczęła wygrywać wszelakie wyścigi. Coś niebywałego.
Leon, okazał się jej wybawieniem, nadzwyczaj kochaną osobą. Długo zajęło tej dwójce dojścia do bezgranicznego zaufania; do przyjaźni, która przeistoczyła się w miłość. Dziewczynie ciężko było zaufać osobie, która przez całe dzieciństwo zatruwała jej życie, aczkolwiek on, wtedy tak na prawdę próbował się jej przypodobać, zdobyć jej serce, tylko trochę z marnym skutkiem. Na całe szczęście zaczęli wszytko od nowa, świetni są i tyle.
Leon, to taki ideał, wymarzony chłopak po prostu. Czyni każdą chwilę bezcenną i potrafi naprawić dzień jednym słowem czy gestem. Co ciekawe - sam nie był do końca szczęśliwy. Jego rodzice nie stawiali go na początku kolejki, wręcz przeciwnie, ciągle był na końcu. Jego babcia okazała się niesamowitą osobą, która warto mieć zawsze przy sobie.
Federico pojawił się nagle, ale dużo wniósł do twojego opowiadania. Francesca dzięki niemu po prostu fruwała, była jeszcze bardziej rozradowana niż zazwyczaj. Ach, co ta miłość robi z człowiekiem, no.
Będą mieć bliźniaki? Rany, jak fajnie. Naprawdę się tego nie spodziewałam, ale mnie zaskoczyłaś, no.
Przyjaźń naszej wiecznie uśmiechniętej włoszki i Violetty była, zresztą poniekąd nadal jest idealna.
Larusię pamiętam, przekochana istotka. Diegusia też pamiętam. Diegara jest the best normalnie.
Twoje dzieła są pełne ciekawych sentencji.
UsuńKryją w sobie wiele życiowych prawd.
Swoimi umiejętnościami oddałaś w nasze ręce emocje i uczucia bohaterów. Piękna opowieść o miłości, przyjaźni, smutku i spełnianiu pragnień. Po prostu o życiu. Takie historie są właśnie najlepsze. Są odziane w taką magię, od której naprawdę jest ciężko, przynajmniej mi się oderwać. Takie prawdziwe, bez żadnych sztuczności. O wszystkich uczuciach, które towarzyszą nam na co dzień.
Nie nie zaponę o żadnym z twoich dzieł, pamiętaj.
Ach, nie będę już tutaj dalej pisać, jak bardzo uwielbiam to, co robisz i jak bardzo wielbię twoje dzieła. Wierzę, że zdążyłaś już to zauważyć, Aniu.
Nie wiem, co mam jeszcze tutaj nie pisać. Tak bardzo chciałam napisać ci najpiękniejszy komentarz świata, jednak chyba nie potrafię. Nie potrafię znaleźć już znaleźć słów na to wszystko, ach.
Chciałabym ci jeszcze podziękować, że tutaj byłaś i dzieliłaś się z nami swoim niebywałym talentem. Miałaś wpływ na mnóstwo rzeczy. Zrobiłaś aż tyle po prostu będąc i pisząc. Coś niesamowitego, ty jesteś niesamowita.
Dziękuję za wszystko.
Myślę, że nie muszę już nic więcej pisać, bo wszystko i tak wiesz.
Ania, czekam na ciebie na facebooku. Albo chociaż na tym hangouts, no. Do zobaczenia, kocham najmocniej.
Twoja największa fanka pod słońcem.
Na wstępie przepraszam, że nie skomentowałam ostatnich rozdziałów (oryginalna wymówka: szkoła).
OdpowiedzUsuń#WrócęTutaj
EPILOG ;(
kropka
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCudeńko! Nic dodać nic ująć!
OdpowiedzUsuńCudowne zakończenie cudownego opowiadania! ♥
Happy end! Marzenia spełnione! ❤
Pozdrawiam Królik! Buziaczki :* ❤ ❤ ❤
Powrócę na pewno!
OdpowiedzUsuńFinal?
Nie wiem, czemu tutaj nie wróciłam,
UsuńMyślę, że było mi trudno pogodzić się ze świadomością, że już kończysz to wspaniałe opowiadanie.
Jest mi strasznie smutne z tego powodu,
Bo masz wielki talent, naprawdę.
Mam nadzieję, że jeszcze do nas kiedyś zawitasz ♥
Opowiadanie zakończyło się pięknie.
Jestem z ciebie dumna! ^^
Do kiedyś, Aniu.
Pozdrawiam i życzę powodzenia.
Wiktoria
kropka ^^
OdpowiedzUsuńRyczę!
OdpowiedzUsuńWrócę na pewno^.^
Epilog :c ?
OdpowiedzUsuńWrócę aniołku <3
W końcu wracam..
UsuńJak to mam w zwyczaju na samym końcu.
Ah. Jestem zdołowana. (I to nie przez szkołę! No może troszkę...)
Nie wiem jak mam zacząć... Ah. :c Chce mi się płakać!
Uwielbiałam czytać to opowiadanie.. Co ja gadam! Uwielbiam czytać wszystko co piszesz <33
Mam jednak cichą nadzieję, że zamiast miniaturek będziesz pisała jeszcze jakieś opo :)) (oczywiście nie zawarzając na to jak to będzie, będę tu zawsze!)
Wiesz jestem nieco nieogarnięta xD Od dawna nie pisałam długiego komentarza... Szkoła wszystko N. I. S. Z. C. Z. Y.!
-,- One z chemii, one z fizy... :o Jeszcze jedna jedynka i nie uwolnię się od nauki! -,-
Ale przejdźmy do perełki! :3)
EPOLOGO :c
Ale to dołuje...
Zdecydowanie wolę "PROLOG" :))
To o wiele lepsza wersja...
Ale mimo tego, E... EEEPPII... Epilog wyszedł Ci genialnie ;) Jak wszystko ;* Szczęśliwa Lajonetta <3 I to mi się podoba ^-^.
Fran w ciąży :o Bliźniaki będą! Albo bliźniaczki *o*.
Mały Feduś i Francesca <333.
Ah. Nie mam weny ani pomysłu na komentarz :c A to przecież, zdecydowanie najważniejszy w historii moich komentarzy na tym blogu! No bo w końcu to epilog...
Kulna... Spieprzyłam sprawę z komentarzem. Miał być taki fajny dopracowany, wywołujący u Ciebie wiele sprzecznych emocji.. I co? D>U>P>A. :c
Wybacz, że nie mogę napisać czegoś wartego Twojego czasu. Jestem okropna.
Liczę na to, że niedługo napiszesz.... COŚ. COKOLWIEK! <3 :)
Życzę weny (?).
Pozdrawiam, tulę, ściskam i całuję! ;*******
Liczę na to, że jeszcze coś się tutaj pojawi ^^.
(Spaprałam do reszty ten komentarz -,- Możesz mnie zabić...)
Kerry.
łejt....
OdpowiedzUsuńCO.
Epilog?
Wiesz, ostatnio wszystko czytałam "z ukrycia", nie chciało mi się komentować, wgl. do bloggera ostatnio mnie ciągnie, ale do twojej historii... Owszem. Może nie komentowałam ( i to było trochę złe z mojej strony), ale z wielkim apetytem (nie potrafię inaczej tego nazwać xd) czytałam.
Już się cieszyłam, że Leonetta...
Że będą razem....
A tu Epilog. E P I L O G.
Wiesz jak ja nie lubię tego słowa? Kojarzy mi się z końcem. (bo to jest koniec... ale ze mnie idiotka) Wolę zdecydowanie słowo "Prolog". Jest takie przyjemniejsze.
Cieszę się, że wszyscy są szczęśliwi.
Że Leonetta jest razem.
Że Violetta spełniła swoje marzenia.
Uwielbiam Hepi endy <3
Kochana, dziękuję Ci za te wszystkie wspaniałe perełki, które tu pisałaś ♥
Pozdrawiam :*
Wrócę <3
OdpowiedzUsuńTak tak spóźniona o dobre pare miesięcy ale wrócę za jakaś chwile...
OdpowiedzUsuńRosee
Rownież zadaje sobie pytanie czemu nie wróciłam i czemu nie poznostawlam ostatniego śladu. Pamietam ze w wakacje uwielbiałam czytać twoje opowiadanie. Nie umiem pogodzić sie z cała decyzja moze dlatego nie wróciłam. Smutno i smutno dalej gdy nie ma co czytać. Mam nadzieje ze kiedyś przeczytasz ten komentarz. Mam wyrzuty sumienia ze nie wróciłam. Chciałam ci podziękować za każdy komentarz pod moim rozdziałem i za to ze byłaś. Dziękuje ze tak pięknie pisałaś i mozna było sie popłakać. Niestety decyzja należy do ciebie i wszyscy dobrze cie wspominamy. Nie miej mi na złe tego ze wracam po jakimś pół roku nawet więcej. Chodzi o to ze bardzo zżyłam sie nie tylko z blogiem a z toba. Byłam rozpaczona cała ta sytuacja. Mam nadzieje ze kiedyś chociaż będziesz chciała napisać cos nowego; do czego nie zmuszam. Szanuje cie z całego serduszka. I tęsknie bardzo ;c całkiem głupi ten komentarz. Całkiem nie do tego co na gorze. Mam nadzieje ze kiedyś sie odezwiesz.
UsuńBuziaki
Rozpaczona
Rosee 😔💞
Tak ujawniam się cały czas czytam a nie komentuje przepraszam alee czytam wszystkie rozdziały
OdpowiedzUsuńBodajże wczoraj odkryłam Twojego bloga.
OdpowiedzUsuńJest naprawdę świetny. :* No po prostu WOW! <3 Opisy w Twoim wykonaniu są chyba najlepszymi jakie kiedykolwiek czytałam. Serio! Opisujesz te emocje z taką pasją. Jakbyś miała to wyssane z mlekiem matki (XD). Ja tam mam raczej problemy z opisywaniem uczuć i pewnie dlatego Cię tak podziwiam.
Oj, jak ja bym chciała mieć taki talent. <3 Ale boję się, że nie za dobrze bym go wykorzystała w swoim życiu. ;) Cudownie piszesz. Szkoda, że to już koniec z Twoim pisaniem. :P Ale mówi się trudno. ;*
Pozdrawiam Cię gorąco. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś przeczytam jakieś opowiadanie w Twoim wykonaniu. <3 <3 :*
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńEekm... Dzień dobry?
OdpowiedzUsuńOch, kupę lat mnie tu nie było. Zdążyłam znudzić się Violettą, jeśli tak to można nazwać. Przejdę do rzeczy :)
Przyznaję z ręką na sercu, że nie wróciłam pod zajęte miejsce. Ale wracam rok później, w tym momencie. Jakoś mnie natchnęło.
Pamiętam Twoje początki na bloggerze. Nie było łatwo, ale poradziłaś sobie. Pamiętam, jak w ferie szukałam dobrego bloga do poczytania, o Leonetcie. I znalazłam Twój, urzekł mnie od pierw... drugiego spojrzenia.
Pomyślałam sobie: "o, w końcu jakiś ciekawy blog!". Od razu zabrałam się do czytania, skomentowałam i tak to się zaczęło. Też pamiętam, gdy rozpaczałam z powodu braku internetu. Hah, w przyczepkach kempingowych :P Tam go nie ma.
Jeżeli chodzi o pisanie, nie mam Ci nic do zarzucenia. Wręcz przeciwnie, Twój talent jest warty podziwu i nie zaprzeczaj. Pora dostrzec swój talent i śmiało dzielić się nim z innymi. Uważaj, żeby nie popaść w samozachwyt! :D
Może mnie przestały interesować opowiadania związane z Violettą, ale zachęcam do przeczytania opowiadania Ani, tych, którzy nie mieli okazji doświadczyć jej talentu, werwy, zapału, pozytywnej energii. Tych, którzy jeszcze jej nie poznali. To zdolna nastolatka, uwierzcie mi! ;)
Aniu, życzę Ci zdrówka i wszystkiego dobrego. Jak znajdziesz chwilkę, odpisz mi na hangołsie. Dzięki... Dzięki za wszystko.
Joel M.
PS dawna Gissele
http://jestes-moim-przeznaczeniem-jorge.blogspot.com/2016/07/one-part-uprowadzona-wstep.html
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie. Właśnie zaczęłam pisać One Part'a.
Historia na podstawie handlu żywym towarem.
Piszę o uprowadzonej dziewczynie (Victoria Justice, którą ojciec katował i gwałcił, a później sprzedano ją do burdelu. Po długich latach katuszy pojawi się mężczyzna (Jorge Blanco), Który jej pomoże.
Super epilog
Nawet nie wyobrażasz sobie jak długo na niego czekałam <3