„Wydaje się nam, że przeszłość jest naszą
własnością. Otóż przeciwnie – to my jesteśmy jej własnością, ponieważ nie
jesteśmy w stanie dokonać w niej zmian.”
Violetta
zajęła miejsce jak najdalej od innych uczniów. Wolała nie rzucać się w oczy,
ale jak nie miała zwracać uwagi innych, jeżeli odznaczała się swoim ciemnym
makijażem oraz ubraniami? Następnym razem powinna założyć coś co nie będzie, aż
tak przykuwało uwagi. Nie czuła się komfortowo czując na sobie wzrok innych.
Cieszyła się, że nigdzie nie dostrzegła Resto i Leona. Postanowiła zignorować na
razie, to co działo się wokół, ponieważ rozmowa z Włoszką wciąż rozbrzmiewała w
jej umyśle. Jak mogła w żaden sposób nie przypomnieć sobie Leona? Czy była
koleżanka kłamała? Może, gdyby nie odrzuciła wspomnień pamiętałaby? Potarła
skronie i zmarszczyła brwi. Nadal nic. Zupełna pustka. Wiedziała, że będzie
musiała trzymać się z dala od Leona, bo jeśli Francesca mówiła prawdę… Lepiej,
aby nie rozdrapywała starych ran. Zastanawiała się czy rzeczywiście ponosi odpowiedzialność
za to jaka stała się Resto... Nie. Przecież nigdy nie chciała jej krzywdy. Zawsze
bała się publicznie śpiewać, a przecież dawna przyjaciółka motywowała ją i
pocieszała jak inni. Musiała dowiedzieć się co tak naprawdę się wydarzyło. Tylko
jak?
***
Obawiała
się, że będzie gorzej. Dzień jakoś minął. Czasami, ktoś na nią krzywo spojrzał,
ale ignorowała to. Ci ludzie mieli niesamowity talent. Błyszczeli na scenie i
doskonale było widać, że to ich miejsce na ziemi. Niemożliwe było zliczenie
ilości kroków w jednym układzie tanecznym. Nie pasowałaby tutaj, nie miała tyle talentu, aby dotrzymać im kroku. Nie natknęła
się już na Włoszkę. Na szczęście również Leona nie dostrzegła w pobliżu.
-
Cześć. – Usłyszała za sobą i cała zesztywniała. Zdecydowanie zbyt szybko się
ucieszyła.
-
Hej – odpowiedziała i odkręciła się w stronę chłopaka.
-
Słuchaj, przepraszam cię za tą sytuacje z wczoraj. Fran jest bardzo wybuchową
osobą – tłumaczył zakłopotany.
-
Nic się nie stało, naprawdę. Nie przejmuj się, rozumiem – posłała mu delikatny
uśmiech. – To do zobaczenia . – Już miała odejść, kiedy poczuła dotyk na swoim
nadgarstku. Przeszedł ją dreszcz. Spojrzała zaskoczona na rękę chłopaka, którą
szybko odsunął.
- Zaczekaj.
Może zdradzisz mi chociaż swoje imię?
- Przepraszam,
ale nie. Nie jestem tutaj, żeby zawierać znajomości. Zajmij się lepiej swoją
dziewczyną – oznajmiła i zostawiła smutnego chłopaka. – Tak będzie lepiej –
powiedziała do siebie.
***
Przesunęła
palcami po szafce. Ani drobinki kurzu. Olga doskonale spełniała swoje
obowiązki, aż głupio jej się zrobiło, że tak źle ją traktowała. Niestety lista
bliskich do przeproszenia była trochę dłuższa. W pierwszej kolejności musiała
przeprosić tatę. Nie odzywał się ostatnio do niej, ale nie była zaskoczona. Z jej ust, w
jego kierunku wydobywały się dość niemiłe słowa. Kiedyś w końcu musiał się poddać. Szukała jakiś starych albumów, aby znaleźć zdjęcia z
dzieciństwa. Jeśli przyjaźniła się z szatynem, to na zdjęciach musiał znajdować
się jakiś chłopak. Z trudem sięgnęła do najwyższej półki. Niestety bladoróżowy karton
wyślizgnął się z rąk i spadł na podłogę z wielkim hukiem. Pięknie – pomyślała.
Prędko pozbierała porozwalane rzeczy i uciekła do swojego pokoju, zanim ktoś
zdążyłby przyjść. Usiadła na łóżku i odkryła karton, żeby zajrzeć do jego
wnętrza. Pierwszą rzeczą, która rzuciła się w oczy dziewczynie był fioletowy pamiętnik.
Dotknęła jego solidnej oprawy i już wiedziała. To nie był zwykły przedmiot.
Kiedyś nie rozstawała się z powiernikiem swoich sekretów. Pisanie wydarzeń z
każdego dnia sprawiało przyjemność. Mogła szczerze wyrazić to co czuje, nikt jej
nie oceniał nawet za te negatywne myśli. Odrzuciła robienie notatek, oczywiście
z powodu śmierci mamy. Ona również przelewała swoje emocje na papier. Może to
pamiętnik ukaże szatynce, o czym lub o kim zapomniała? Musiała znaleźć kluczyk. Zaczęła szukać, ale
nigdzie nie mogła go dostrzec. Już miała się poddać, ale w końcu zauważyła
srebrny przedmiot. Chwyciła kluczyk i otworzyła notes, który odsłonił swoje
wnętrze. Na ustach Violetty pojawił się szeroki uśmiech. Ułożyła się wygodnie
na łóżku i rozpoczęła czytanie.
***
Obudziła
się, gdy budzik dawał się we znaki. Przetarła zaspane oczy. Jak mogła zasnąć?
Zdążyła przeczytać zawartość pamiętnika, ale kiedy miała wszystko przeanalizować odpłynęła
w głęboki sen. Francesca, Camila i… Leon! Jak mogła zapomnieć? Czy była aż tak
okropna, żeby go pominąć? Nie dziwiła się już dlaczego szatyn ją znienawidził.
Z tego co wyczytała, to na nim najbardziej wyładowała swoją rozpacz. Może
dlatego, że chciał tak bardzo pomóc? Teraz wiedziała. Musiała trzymać się od niego
jak najdalej. Nie mogła dopuścić, żeby znowu przez nią cierpiał.
Dziękuje za
komentarze pod poprzednim rozdziałem ;* Jesteście kochani <3
