czwartek, 6 sierpnia 2015

Capitulo 9

Wiesz że się zmieniam kiedy tutaj jesteś. 
Czuje się inaczej 
Ponieważ mnie uszczęśliwiasz...
Violetta - Cómo Quieres

 Z każdym kolejnym uderzeniem serca, była coraz mniej pewna, tego co chce teraz zrobić. Za dużo myślała. W głowie szalało tysiące obaw. Jakiś cichy głos we wnętrz, podpowiadał, aby tego nie robiła. Coś było nie tak… Uważała, że jeżeli ten pocałunek, miałby być jakimś romantycznym uniesieniem, to nie analizowałaby tego wszystkiego, tak dokładnie. Pragnęła, aby ten pierwszy całus przeżyć z kimś, w kim byłaby naprawdę zakochana. Owszem, Diego był dla niej wyjątkową osobą, bez której nie wyobrażała sobie życia. Najlepszy przyjaciel, od dzieciństwa, który zawsze był przy niej. Naprawdę go kochała, tylko nie tak, jakby chciała. Gdyby tylko mogła, rozkazałaby swojemu sercu, aby obdarzyło go uczuciem, które byłoby czymś więcej niż miłość do przyjaciela. Mogła dać mu nadzieje na coś więcej, albo odsunąć się nie dopuszczając do zbliżenia ust. Tak bardzo nie chciała, żeby przez nią cierpiał… Nie wiedziała, która z opcji, była najlepsza. Nagle nie wiadomo skąd, w myślach pojawiły się słowa ojca. Zawsze powtarzał, aby kierowała się sercem. Teraz, doskonale wiedziała, co podpowiadało.
Ich oddechy łączyły się ze sobą. Było tak blisko zetknięcia ich warg. Jednak w ostatniej chwili Violetta, spuściła nisko głowę. To spowodowało, że Hiszpan nie pocałował ust dziewczyny lecz jej czoło. Westchnęła głośno, a chłopak momentalnie się od niej odsunął. Bała się na niego spojrzeć. Mogła sobie wyobrazić co wyraża jego mina. Zdziwienie, smutek, rozczarowanie. To by ją złamało, ale wiedziała, że nie może go tak okłamać. Co jeżeli nawet czas, nie zmieniłby uczuć Argentynki, względem niego? Znienawidziłby ją do końca życia bo kazałaby mu czekać, na coś co nigdy się nie wydarzy. Szatynka odważyła się podnieść wzrok lecz gdy to zrobiła, cała zesztywniała. Przed nią nie stał już przyjaciel, ale zupełnie ktoś inny. Czy miała omamy? To musiał być żart. Odsunęła od siebie, chęć przetarcia oczu. Mrugnęła kilka razy i całe szczęście, Verdas zniknął. Dlaczego, właśnie to jego zobaczyła przed sobą? Postanowiła, że zapomni o tym. Myślenie o nim teraz, było nie na miejscu. Musiała jak najszybciej, wymazać go ze swojego życia. Co jeżeli właśnie, to wewnętrzna myśl o nim, spowodowała, że zrezygnowała z pocałunku? Czy, aby na pewno, nie oszalała? Bo gdyby była człowiekiem o zdrowych zmysłach, to raczej nie miałaby w głowie chłopaka, który w przeszłości, często robił sobie z niej żarty. Potrząsnęła głową i powróciła do rzeczywistości. Zrobiła dwa kroki w tył. Odważyła zrównać swój wzrok, z oczami Hiszpana. Kiedy to uczyniła, miała ochotę powiedzieć : Przepraszam, że cię nie kocham. Nie mogła znieść smutku, który malował się na twarzy przyjaciela.
- Przepraszam Diego, ale ja nie… Nie mogę – oznajmiła. Kręciła głową. Zaciskała powieki, żeby nie zacząć płakać. Co jeżeli to był koniec? W tej sytuacji nie mogła być egoistką. Decyzje o kontynuowaniu ich przyjaźni, musiał podjąć Diego. Teraz nie mogła tam zostać. Obróciła się placami do Diego i po prostu puściła biegiem, zostawiając go samego.



 Dlaczego wszystko w jej życiu, zawsze musiało się sypać? Tylko ją prześladował taki pech czy każdego, wokół? Nie była gotowa na utratę, Diego. Chłopak pojawił się w życiu szatynki, kiedy mieli zaledwie po pięć lat. Był kimś więcej, niż zwykłym przyjacielem. Był jak rodzina. Zastanawiała się, kiedy Hiszpan mógł zacząć czuć do niej coś więcej. Może to było tylko zwykłe zauroczenie, o którym szybko zapomną? Przynajmniej miała taką nadzieje. Była słaba, bardzo słaba. Znowu płakała, a powinna być silna. Z rozmachem ocierała łzy z policzków, starając się, aby nie pojawiały się nowe. Czy mogło być jeszcze gorzej? Najwyraźniej w jej przypadku, mogło. Wszechświat postanowił się na nią uwziąć.
A może nie dostrzegała, że wciąż stawia na drodze, to, czego  najbardziej potrzebowała?
Nie chciała odstawiać cyrków, więc odrzuciła pomysł rzucenia się w krzaki, żeby tylko przemknąć niezauważona. To mogło zakończyć się bolesnym spotkaniem, z jakimś kującym zielskiem lub zrobieniem z siebie, kompletnej idiotki. Widocznie nie musiał nic robić bo skompromitować się potrafiła samodzielnie. Jakim cudem pojawiał się zawsze, kiedy było źle? Tak jakby wyczuwał, że coś jest nie tak. Zamknęła oczy i policzyła szybko do dziesięciu. Nic nie zmieni tego, że jest zła oraz smutna. Jak tylko podejdzie, musiała sprawić, że szatyn już nigdy nie odważy się do niej zbliżyć. Czy na pewno, tego chciała? Walczyła sama ze sobą.
- Violetta.
W uszach dziewczyny, zadźwięczał jego, ciepły głos. Otworzyła powoli oczy i spojrzała na niego. Jego mina z radosnej, momentalnie zmieniła się na zmartwioną. Czekała, aż coś powie lecz on nie otworzył ust, tylko przyciągnął ją do siebie i zamknął w uścisku swych silnych ramion. Westchnęła cichutko. Wcale nie miała ochoty odsuwać się od Leona. Doskonale pamiętała, gdy przytulał ją, wtedy na torze. Teraz jednak ze strachem stwierdziła, że jego ramiona są takie ciepłe, uspokajające i mogłaby w nich tkwić godzinami. Aczkolwiek przypomniała sobie widok Meksykanina, z jego piękną towarzyszką. To podziałało na nią jak kubeł zimnej wody. Musiała przerwać te czułości, jak najszybciej. Oderwała się od ciała szatyna. Zacisnęła ręce w pięści i zaczęła okładać nimi klatkę piersiową, chłopaka. W głowie powtarzała jak mantrę : nienawidzęcięnienawidzecięnienawidzecię. Nie wiedziała czy rzeczywiście tak jest czy tylko próbowała, sobie to wmówić.
- Nie dotykaj mnie, nigdy więcej – wysyczała. Opanowała się i bezsilnie opadła na ławkę, która znajdowała się obok. Schowała twarz w dłoniach i zaczęła chlipać. Zachowywała się ostatnio jak chora na umyśle. Nie rozumiała samej siebie. – Przepraszam – szepnęła, będąc pewną, że Leon już dawno się ulotnił. Poczuła na swoich plecach, czyjąś rękę. Wiedziała, że to on. Jeżeli wciąż tutaj był, to może powinna, w końcu przestać go tak traktować.
- Violu… Co się stało?
Zdrobnił jej imię z taką czułością, że aż zadrżała. Był to zdecydowanie, przyjemny dreszcz. Uniosła głowę i otarła łzy. Wlepiła swój wzrok w przestrzeń. Bała się popatrzeć na chłopaka. Co jeżeli jego mina potwierdzała, że powinna się leczyć?
- Moje życie to nieustające pasmo nieszczęść. Z dnia na dzień, wydaje się coraz gorsze. Czasami mam dość… Wszyscy mnie opuszczają. Oddalają się ode mnie. Może to ja jestem nie do wytrzymania? Widzisz jak się zachowuje… Jak kompletna wariatka... Nieważne, nie musisz tutaj ze mną siedzieć. Lepiej będzie, jeśli spędzisz czas, ze swoją dziewczyną – oznajmiła. Nie czekając, na to co chciał powiedzieć, wstała i miała zamiar odejść. Poczuła na swoim nadgarstku jego uścisk. Wstał i obrócił ją tak, żeby patrzyła na niego.
- Dziewczyną? – Zadziwił się. Zmarszczył brwi, nie mając pojęcia, o co chodzi. – Z tego co mi wiadomo, to nie mam dziewczyny – uśmiechnął się.
- Nie udawaj. Przecież was dzisiaj widziałam.
- Czekaj… Co? Aaa, już wiem. Pewnie chodzi ci o Lare – zaśmiał się pod nosem. Nie chciał pytać na głos bo bardzo prawdopodobne było to, że znowu zdenerwowałby Violette. Czy ona była zazdrosna?
- Co w tym śmiesznego? – zapytała, trochę podirytowana.
- Lara, to przyjaciółka. Nie jesteśmy razem i nigdy nie będziemy. Łączny nas wyłącznie, przyjaźń. – wyznał zgodnie z prawdą.
- Taa, akurat. Miej się na baczności. Bo może ona, pewnego dnia powie ci, że przyjaźń jej nie wystarcza. Będzie chciała cię pocałować, a ty nie chcąc dawać złudnej nadziei, zwiejesz gdzie pieprz rośnie. Wszystko się pokomplikuje i koniec z waszą przyjaźnią. - Nie mogła powstrzymać słów, które cisnęły się do ust. Gadała jak najęta. Kiedy zakończyła swoją mowę, dotarły do niej słowa szatyna. Czyli nie miał dziewczyny. Tylko skąd w głowie pomysł, że zależało mu na niej?
- Coś się stało pomiędzy tobą, a Diego?
- Jak się domyśliłeś?
- Widziałem jak zareagował, kiedy zobaczył nas razem. Po czymś takim, nie trudno było wyciągnąć właściwe wnioski.
- Wolałabym nie rozmawiać o tym, z tobą. To trochę… Krępujące – zagryzła wargę. Często tak robiła, kiedy była zdenerwowana.
- Dobrze, rozumiem. Co powiedziałabyś, gdybym zaproponował ci wspólny spacer?
Musiała chwile się zastanowić. Odpowiedź była prosta, tak albo nie. Powinna być jak najszybciej w domu, aby nie narazić się na kolejny szlaban. Ale Angie powinna, w końcu przestać traktować ją, jak dziecko. Czy chcę spędzić z nim, więcej czasu? Zapytała samą siebie, w myślach...



Ostatnio piszę mi się coraz gorzej. Nie wiem dlaczego. Zastanawiam się nad zakończeniem tej historii… Nieważne. Dziękuje bardzo, tym którzy skomentowali poprzedni rozdział :* Nie odpowiedziałam jeszcze na wasze komentarze, cóż… Ostatnio wszystko mi idzie opornie. Wasze blogi postaram się skomentować, w najbliższym czasie :* 
Pozdrawiam <3