poniedziałek, 2 lutego 2015

Capitulo 12.

„Miłość jest jak wyjątkowy kwiat.. Nie wiesz dokładnie kiedy zaczyna kiełkować.”




To co tak bardzo starała się ukryć, jeszcze przez jakiś czas, wyszło na jaw. Nie przewidziała, że Francasca postanowi wyznać jej sekret akurat teraz. Nie zdążyła się pogodzić z tym, iż nie będzie mogła porozmawiać z Leonem, jak dwójka bliskich sobie osób. Bała się podnieść wzrok. Cisza, która nastała w pomieszczeniu przytłaczała szatynkę. Jednak teraz tylko jedna osoba była dla niej najważniejsza. Leon. Zdobyła się na odwagę, aby unieść głowę. Brązowe oczy dziewczyny spotkały się ze spojrzeniem szatyna. Jego zawsze radosne, zielone oczy jakby stężały. Nie doszukała się w nich żadnych uczuć. Szczęścia, smutku czy złości. Nie wyrażały żadnych emocji. Błagała w myślach, aby jakoś zareagował,  by z jego ust popłynęły jakieś słowa. Leon jednak nie odezwał się, odwrócił się i po prostu wyszedł z Sali. Patrzyła jak odchodzi, lecz jej serce wołało Idź za nim! Jeżeli była to ostatnia szansa na rozmowę, to musiała ją wykorzystać. Zeszła ze sceny i wybiegła za nim.
- Leon! – zawołała i stanęła przed nim, utrudniając ucieczkę. – Porozmawiajmy, proszę.
- Nie, chciałbym teraz pobyć sam. Nie sądzisz, że na to już trochę za późno? Nie rozumiem, dlaczego nic mi nie powiedziałaś. – chciał ją ominąć, ale dziewczyna zagrodziła mu drogę. Ułożyła niepewnie swoje dłonie na jego klatce piersiowej, powstrzymując przed odejściem.
- Uszanuje to, ale daj mi chociaż minutę. Błagam Cię. – powiedziała zdesperowana.
- Masz minutę. – oznajmił niechętnie.
- Dobrze wiem, że w tej sytuacji słowo przepraszam, nie wystarczy. – spuściła głowę. – Uwierz mi, ja też nie wiedziałabym, iż jesteś częścią mojej przeszłości. Francesca mi to uświadomiła, a ja nie miałam odwagi wyznać tego, że już się znamy. Strach był silniejszy i powstrzymywał mnie od powiedzenia kim jestem. – w oczach szatynki zalśniły łzy. – Postąpiłam jak egoistka, ale tak bardzo Cię potrzebowałam. Nie udźwignęłabym tego, iż kolejny raz Cię straciłam. Wiedziałam, że po tym co zrobiłam kiedyś, znienawidziłeś mnie. – uniosła lekko głowę i spojrzała w oczy szatyna.
- Znienawidziłem Cię? – powtórzył słowa Violetty z oburzeniem. – Dlaczego, więc ciągle o Tobie myślałem? Obwiniałem się, że tak łatwo wtedy pozwoliłem Ci odejść? – pokręcił głową niedowierzająco.
- Co? – wyszeptała zaskoczona. – Ale przecież Fr…
- Potrzebuje czasu. – przerwał dziewczynie w pół zdania. – Muszę pobyć chwile sam. – oznajmił i wyminął Violette kierując się do wyjścia.
Dziewczyna patrzyła jak chłopak znika z zasięgu jej wzroku. Miała nadzieje, że to nie była ich ostatnia rozmowa. Pozwoliła nagromadzonym łzom, swobodnie wypłynąć na policzki. Leon jej nie znienawidził? Dlaczego uwierzyła Francesce? Gdyby nie ona może wszystko potoczyłoby się inaczej? Nie mogła jednak obwiniać za wszystko byłej przyjaciółki. Jeżeli zdobyłaby się na szczerość, ta sytuacja nie miałaby miejsca. Była w kropce. Nie wiedziała co robić. Może najlepiej byłoby, gdyby na zawsze zniknęła z życia Leona?

***
Usiadł na białej ławce, skrytej w cieniu drzewa. Odetchnął głęboko i spojrzał w przestrzeń. Miał mętlik w głowie. Od zawsze czuł w sobie obowiązek bycia silnym, bez względu na wszystko. Teraz jednak to go przerastało. Nie miał na to sił. Jego oczy niemiłosiernie szczypały. Łzy, tak bardzo przez niego nie chciane, domagały się wypłynięcia z oczu. Może właśnie tego teraz potrzebował? Ulgi w smutku, który go dopadł. Nie wiedział, dlaczego Violetta nic mu nie powiedziała. Czy ich przyjaźń nic dla niej nie znaczyła? W to nie mógł uwierzyć. Musiał odnaleźć w sobie moc na nowo. Nie mógł pozwolić ponownie jej odejść. Kolejny raz nie udźwignąłby tego. Szatynka ciągle zaprzątała jego myśli. Dawna przyjaciółka, nieznajoma, która tak go intrygowała i dziewczyna ze snu o cudownym głosie. Wszystkie te osoby, okazały się być jedną. Violettą. Czy to możliwe, że wciąż myślał tylko o niej? We śnie i na jawie. Jego serce domagało się jej bliskości. Z całych sił próbował wybić sobie ją z głowy, ale nie potrafił i co najważniejsze, chyba wcale tego nie chciał. Francesca o wszystkim wiedziała. Nie wiedział dlaczego, tak bardzo nienawidzi Violetty. Ona potrzebuje jego pomocy, ale ich związek trzeba było zakończyć. Nie mógł z nią być podczas, gdy myślał o zupełnie innej dziewczynie…


Nie planowałam dodawać, ale trudno opublikowałam takie sobie coś ;)  Mam pewien pomysł na pechową trzynastkę xd Chyba, że znowu zacznie się ze mną dziać coś nie tak ;d Widział ktoś dzisiejszy odcinek Violetty i te "kocie" ruchy Ramallo?  hahaha ;p Okej, kończę tą moją bezsensowną wypowiedź ;)