wtorek, 1 września 2015

Capitulo 12

Be strong, be strong now 
Too many, too many problems 
Don't know where she belongs
Avril Lavigne - Nobody's Home




 Violetta, energicznie pokręciła głową, aby pozbyć się widoku, którego była świadkiem. Próbowała sobie wmówić, że to coś pomoże, ale wszystko na marne. Nie hamowała łez bezsilności, które lały się po jej zaróżowionych od złości, policzkach. Słone krople, w ostatnim czasie pojawiały się częściej niż uśmiech na twarzy, szatynki. Może to z nimi powinna się teraz zaprzyjaźnić, bo tylko dzięki nim, męczący uścisk w klatce piersiowej znikał - przynajmniej na moment. Już sama nie wiedziała czy jest bardziej zła czy smutna. Te dwa uczucia balansowały pomiędzy sobą. Dlaczego nic jej nie powiedzieli? Skoro brakowało im odwagi, aby wyznać prawdę, nie musieli zaczynać romansu. Byli najbliższą rodziną dla dziewczyny, tymczasem w jednej chwili, stali się dla niej obcymi ludźmi. Zastanawiała się ile czasu, zatajali przed nią coś takiego? Dyktowali jak ma żyć, jednak jej zdanie, w ogóle ich nie obchodziło. Obawiali się, że gdy prawda wyjdzie na jaw, roztrzaska o podłogę wszystko, co będzie miała pod ręką i nigdy już nie wypowie, do nich jakiegokolwiek słowa? Owszem, pewnie byłaby zła - to nie ulegało żadnej wątpliwości. Ale prędzej czy później, zaakceptowałaby wybór mamy. Pomimo tego, że relacje z nią, nie były najlepsze, chciała żeby była szczęśliwa, nieważne, z kim. Nawet jeżeli miałby to być, Gustavo. Rodzicielka najwidoczniej chciała rozpocząć życie na nowo.  Może to w niej tkwił problem? Minęły już trzy lata, od śmierci Germana i tylko ona nie pogodziła się jeszcze z jego stratą. Nie potrafiła pokonać nawet jednego okrążenia na torze ponieważ wspomnienie tamtego dnia, wciąż do niej powracało. Retrospekcja wypadku, która męczyła ją we śnie i na jawie.
Na razie nie chciała wracać do domu. Potrzebowała czasu i miała nadzieje, że oni to uszanują. Mogliby w końcu przejrzeć na oczy i przestać dyktować własne zasady. Każdy człowiek potrzebuje swobody podejmowania własnych decyzji. Angie oraz Gustvo, nie dawali tej swobody, Violettcie. Te noc, chyba będzie musiała spędzić na ławce, w parku. Nie mogła zadzwonić do przyjaciółki. Francesca, była taka szczęśliwa. Wciąż musiała jej pomagać, a ona czuła się źle z myślą, że nigdy nie spłaci długu wdzięczności. Nie mogła zepsuć radości, Włoszce bo wybiegła z domu, bez próby podjęcia rozmowy. Ale jakby to wyglądało? Wszystko było jasne. Przecież ona, miała o niczym się nie dowiedzieć. Poza tym, znaleźliby ją tam. Lepiej jeżeli nikt nie wiedział, gdzie poszła. Pomoc, Diego, również nie wchodziła w grę. Relacja z Hiszpanem, ostatnio mocno się pokomplikowała. Raczej, nie chciałby mieć na głowie, niańczenia dawnej przyjaciółki.  Mogła zwrócić się jeszcze do jednej osoby. Czy aby na pewno była, aż tak zdesperowana? Niby wszystko z Leonem, układało się lepiej. Tylko, że Argentynce, głupio było prosić go o pomoc. Co by mu powiedziała? Hej Leon. Tak jakby uciekłam z domu. Może, mogłabym przesiedzieć, te noc w fotelu twojego ojca? Pomysł z fotelem, jako pierwszy wpadł do jej głowy. Gdyby pan Verdas, zobaczył, że taka zwyczajna dziewczyna siedzi w jego willi, wykopałby ją szybciej niż powiedziałaby – dobry wieczór. Nie znała zbyt dobrze rodziców, Meksykanina lecz ludzie z wypchanym portfelem, zazwyczaj okazywali się sztywniakami. Mieli dziwne zasady, których zawsze przestrzegali. Wiedziała, że nie powinna postrzegać tak, każdego bogatszego człowieka. Rodzice Fran -chociaż mieli w posiadaniu, wielką firmę - okazali się być, bardzo miłymi ludźmi. Żadna z opcji, nie przypadła do gustu, szatynce. Jedyne czego potrzebowała, to wsparcie oraz rozmowa z kimś, kto chciałby ją wysłuchać.



 Czuła się jak ostatnia, idiotka. Było już późno, a oni nie byli nawet przyjaciółmi. Kto by pomyślał, że kiedyś stanie przed drzwiami jego domu. Na pewno nie ona. Gdyby ktoś powiedział jej jeszcze miesiąc temu, że będzie żywiła do Leona Verdasa, inne uczucia niż nienawiść… Wyśmiałaby go i zapytała, gdzie jest ukryta kamera. Zanim zdążyła się rozmyślić, nacisnęła dzwonek. Gdy już to zrobiła, chciała uciekać, zanim właściciele domu poszczują ją psami. Wyglądała okropnie. Czerwona twarz, opuchnięte i pełne łez oczy. Zabrakło czasu, aby zdążyła odejść. Usłyszała kroki, a po chwili w otwartych drzwiach ujrzała, starszą panią. Minęło kilka sekund, zanim odważyła się odezwać.
- Dobry wieczór – odkaszlnęła, żeby pozbyć się chrypki – Jest może Leon? – zapytała, niepewnie. Była coraz bardziej przekonana, że pomyliła adresy.
- Dobry wieczór – odpowiedziała uprzejmie - Tak, zaraz zawołam, wnuka – poinformowała, ciepłym głosem – Dziecino, co ci się stało? – staruszka podeszła do Argentynki, aby ją przytulić.
Zaskoczona dziewczyna, oddała uścisk. Staruszka, była opiekuńcza jak każda babcia. Pachniała różanymi perfumami. Violetta w ramionach kobiety, poczuła spokój.
- Nic, naprawdę. Wszystko jest w porządku  – skłamała. Sztukę zatajania jak jest naprawdę, opanowała do perfekcji. Zawsze tak odpowiadała. Nie chciała, żeby ktoś się o nią zamartwiał – Coś mi wpadło do oka.
Starsza pani, zmierzyła ją wzrokiem. Wyglądało na to, że nie uwierzyła w kłamstwo. Jednak nie odezwała się słowem. Castillo, odetchnęła z ulgą, że nie drążyła tematu, chcąc za wszelką cenę, dowiedzieć się prawdy.
- Proszę, wejdź do środka, Violu. Zaraz zawołam, Leona.
- Pani wie jak mam na imię? – zdziwiona, zmarszczyła brwi. Nigdy wcześniej, nie spotkała babci, Leona. Pamiętałaby. Skąd więc wiedziała?
- Oczywiście. Mój wnuczek, często o tobie opowiada – uśmiechnęła się – Bardzo się cieszę, że nareszcie mu się udało.
- Poważnie? – Ku zaskoczeniu brązowookiej, to było dla niej miłe. Nie rozumiała jednak ostatniego zdania, wypowiedzianego przez kobietę – Co mu się udało?
- Jak to co? Zdobyć twoje serce, kochanie – klasnęła w dłonie, niczym szczęśliwa nastolatka.
- Co?! – obruszyła się. Ona i Leon? O czymś takim, nigdy by nie pomyślała. Ich przyjaźń rozwijała się w ślimaczym tempie. Nie znała się na miłości, ale Verdas, nigdy nie mógłby obdarować jej tym uczuciem. Francesca, uważała, że jest ślepa i tego nie widzi. Tylko, co powinna zobaczyć? Przecież to było niedorzeczne. Leon, na pewno nie był w niej zakochany. – My… Nie jesteśmy razem – odparła, zmieszana.
- Powiedziałam serce? Musiało mi się coś pomylić. Nie słuchaj starej gaduły – zaśmiała się nerwowo – Chyba zostawiłam wodę na gazie – zmyśliła na poczekaniu. Miała za długi język. Jeżeli Leon się dowie, że coś wypaplała, będzie zły – Wejdźmy do środka – wskazała ręką na otwarte drzwi.
- Poczekam tutaj, dziękuje – uśmiechnęła się blado.
- Dobrze, dobrze – kiwnęła głową – Leon, zaraz przyjdzie – wycofała się jak najszybciej. Miała nadzieje, że szatynka nic nie powie jej wnukowi.


 Obecność, starszej pani odwróciła na moment, powód dla którego tutaj przyszła. Kiedy poszła, powrócił do niej cały ból. Nie chciała już płakać. Argentynce, zdawało się, że ostatnie krople, wreszcie opuszczają zmęczone oczy. Nie musiała długo czekać na przyjście, szatyna. Po dwóch minutach, stał dokładnie w tym samym miejscu, gdzie przed chwilą stała jego babcia.
- Violetta – wypowiedział z czułością – Myślałem, że babcia, zmyśla – uśmiechnął się smutno, widząc w jakim stanie jest dziewczyna, którą kocha.
- Leon – pociągnęła nosem. Rzuciła się w jego objęcia. Poczuła niebywałą ulgę. Wdychała kojący zapach jego perfum. Jego ręce oplotły ją w tali, powodując, że przylgnęła do niego jeszcze bliżej. Od jego ciała, biło niesamowite ciepło. Sama, nie rozumiała tego jak działał na nią, Verdas. Kiedy poczuła jego gorący oddech, tuż przy uchu, serce zabiło w szaleńczym tempie. Odsunęła się minimalnie, od szatyna. To spowodowało, że ich twarze były bardzo blisko siebie. Zatopiła wzrok w jego zielonych tęczówkach. Pierwszy raz dotarło do niej jakie są piękne.



Będzie beso? Ja wiem, ale nie mogę powiedzieć. Leon, ma przerąbane. Tylko Violetta, nie widzi, że mu się podoba :D Nawet przyjemnie mi się pisało, aż dziwne. W tamtym tygodniu nie było rozdziału, więc może w tym uda mi się dodać, jeszcze jeden :D Dziękuje za wszystkie komentarze :* Każdy jest dla mnie ogromną motywacją ♥ Opinię pozostawiam wam, kochani <3 Ja chyba nigdy nie będę zadowolona z siebie xD

W rozdziale, mogą pojawić się błędy.